„CUKIEREK ALBO PSIKUS” CZYLI O SPORZE MAŁŻEŃSKIM, DZIECIĘCEJ RADOŚCI ORAZ EKSPRESOWE PRZEKĄSKI HALLOWEEN’OWE.

 

 

„Halloween.  Pff… moda taka, głupota i tyle.  W Polsce święto do niedawna jeszcze  znane tylko z filmów i bajek zagranicznych, aż tu nagle amerykański szał opanował kulę ziemską i każdego ostatniego dnia październikowego, biegają wszyscy jak opętani, poprzebierani za najróżniejsze czarownice, upiory i inne stwory. Daj sobie kobieto spokój i nie wymyślaj! Poza tym nie wywołuj wilka z lasu, bo to przecież pogańskie gusła jakieś!  Zauroczysz dzieci, wywołasz zmarłych zza światów albo jeszcze co gorszego! ”  No i koniec tematu, marzenie o ekstraśnym party dla dzieciaków rozmyło się po kilku argumentach męża mego. Trafił mi się kolega małżonek ortodoksyjny, praktykujący staropolskie zwyczaje i zasady z wyjątkowym poczuciem patriotyzmu oraz całą otoczką z tym związaną. 1 listopada, Dzień Zaduszny owszem ale, żeby „halołiny” uprawiać, toż to zgroza.

Ja z racji upartości swej wrodzonej w myślach już wdrążałam plan jak tu chłopa „zmiękczyć” i  Kinder Party wyprawić.  Bo mi nie o jakieś tam czary chodzi, czy inną magię.  Dla mnie to okazja do dobrej zabawy, z przebierankami, kupą śmiechu i  tymi wszystkimi nie strasznymi ale wesołymi dyniowymi buźkami. To też czas, spędzony z chłopakami  w całkiem innym wydaniu niż zwykle to bywa. Ostatecznie, po wielu sporach, fochach i innych argumentach przeze mnie wytoczonych został zawarty rozejm. Idąc na kompromis małżonek dał się namówić na „upiorną imprezę”  z uwzględnieniem jego paru uwag, czyli klimatów z humorem bez żadnych diabłów, wisielców i innych trupich straszydeł. Czasu miałam bardzo mało więc superaśne dekoracje i inne różności pochłaniające wiele godzin nie miały szans.  Musiałam wykombinować mega szybkie atrakcje wizualne i równie szybkie przekąski.  Rodzinna impreza na ostatnią chwilę, da się?  Da się!

 

Podczas przygotowań rozglądałam się niepewnie dookoła czy aby na pewno przyzwolenie jest i małżonek nie stoi nade mną z wodą święconą i czy gdzieś zza pleców czosnku – tfu, co tam czosnek – czy kołka drewnianego nie wyciąga, z zamiarem dokonania egzorcyzmu i mordu ;)  Nie dokonał. Ba, nawet pochwalił.

 

 

Dekoracje dosyć skromne, minimalistyczne ale wieczór bardzo udany i ubaw nieziemski. Radość poprzebieranych za piratów dzieci bezcenna. Nawet pan ojciec wciągnął się w dyniowy klimat. To pierwsza Halloween’owa zabawa chłopców ale wiadomo już, że nie ostatnia.  Największą atrakcją okazała się pajęczyna i jej pajęcza rodzinka. Ileż to pisków, śmiechu, chowania przed tarantulami. Ileż wydzierania na całe gardło „cukierek albo psikus”  Znajomi wypożyczyli nam projektor wyświetlający co chwilę w innym miejscu duszki w ciemnościach i  dzieciaki zaopatrzeni w specjalne pistolety urządzili sobie polowanie – genialne! Na koniec seans z Hotelem Transylwanią.

Ach… dzieci padły późnym wieczorem wybawieni, że hej. Matka szczęśliwa, że uśmiech z dziecięcych buziek nie schodził. Szkoda tylko, że tak późno wpadłam na pomysł z imprezą  i czasu było niedużo na ogarnięcie wszystkiego.  Postanowienie poprawy mam i w przyszłym roku podejdę do tematu z pełnym profesjonalizmem, pełnym zaangażowaniem i konkretnym planem przygotowania party z myślą o większej gromadce dzieci i nie, nie mam bynajmniej na myśli powiększania rodziny lecz dzieci znajomych ;)  Wszak pozwolenie mężowskie już jest i mam nadzieję, że wystawione bezterminowo.  Może nawet dorosłych wkręcę  w imprezowy klimat i wyznaczę przebranie jako strój obowiązkowy. Kto wie…

 

 

 

Błyskawiczne przekąski :

 

„Straszliwe Paluchy”

  • ciasto francuskie
  • jajko
  • cynamon
  • cukier trzcinowy
  • migdały ( tu dałam solone)
  • jabłko

Ciasto dzielimy na równe paski o szerokości ok 4 cm i długosci 10 cm. Każdy posypujemy cukrem i cynamonem. Na każdy nakładamy paseczek jabłka i formujemy roladki. Układamy na blasze. Jeszcze tylko migdałowe paznokcie, które mocno dociskamy. Formujemy kształt palca, tępą stroną noża odznaczamy bruzdy i smarujemy roztrzepanym jajem. Wkładamy do rozgrzanego do 200st. piekarnika i pieczemy ok. 15 minut.

 

„Latające miotły”

To paróweczki możliwie najlepszej jakości. podzielone na części i ponacinane z jednej strony. Nabijamy je na paluszki i leeecimy… ;)

 

„Pajęcze babeczki marchewkowe”

  • 2 jaja
  • 3/4 szkl. mąki
  • 120 ml oliwy
  • 1/2 szkl. cukru
  • 250 g startej na drobnych oczkach marchwi
  • 2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • skórka starta z jednej pomarańczy

Rozgrzać piekarnik do 180 st. Zetrzeć marchew. Mąkę i proszek przesiać przez sito. W osobnej misce roztrzepać jaja z cukrem i oliwą. Gotową masę jajeczną przelać do mąki, dodać marchew i skórkę z pomarańczy. Wymieszać łyżką energicznie do połączenia składników. Foremki wypełniać ciastem do wysokości ok. 1,5 cm od brzegu. Piec 20 minut  lub do „suchości” patyczka. Gotowe, wystudzone możemy posypać cukrem pudrem, lukrem lub obłożyć marcepanem. U mnie w wersji „czystej” czyli bez żadnych dodatków.

 

 

W pokoju urwisów również rozgościły się pająki :)

 

 

4 myśli na temat “„CUKIEREK ALBO PSIKUS” CZYLI O SPORZE MAŁŻEŃSKIM, DZIECIĘCEJ RADOŚCI ORAZ EKSPRESOWE PRZEKĄSKI HALLOWEEN’OWE.”

  1. Super , pewnie że to fajna zabawa. U nas już tradycja , ze Milena zaprasza koleżanki i kolegów i bawią się, miło spędzają czas. Każda okazja jest dobra do spotkań. Wczoraj małą imprezke miał Michał bo siostrze pozazdrościł, a dzisiaj rodzice przy świeczkach, dyniach , winko popijają.
    Fajnie wszystko wyszło, pozdrawiam

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *